wtorek, 20 grudnia 2011

Wszystkiego najlepszego

Dziś wysłałam życzenia mojej koleżance z liceum. Siedziałam z nią na większości lekcji przez trzy lata, ale nie weszłyśmy w głębsze relacje. Czasami wydaje mi się, że przemknęła przez moje życie będąc jakby jej nie było. Zawsze wydawał się dość zamknięta, nie bardzo wylewna co do plusowych co minusowych reakcji. To śmieszne bo na początku pierwszej klasy - doskonale pamiętam, nie jestem jeszcze taka stara - postanowiłam sobie że usiądę z nią, może też myślałam o nowej przyjaciółce. Mimo tego, że w klasie nie miałam znajomych to z dziewczynami z gimnazjum - jak to brzmi młodzieńczo - miałam dobry kontakt. Szczególnie z Pieguskiem (nie będę podawać wszystkich imion, chyba jeszcze nie jestem na to gotowa) i Gosią. teraz to się rozmyło, zaprzestałyśmy co rocznych odwiedzin w wakacje. Pozostałą kontakt na Face, ale tylko z Gosią, Z. gdzieś przepadła.
Dzisiejsza jubilatka, była - nie obraź się jeśli to kiedyś przeczytasz - moją ciepła posadką, do której mogłam wrócić. Nie pamiętam czy mówiłam jej o moich rozterkach sercowych. Była ze mną, ale była sobą, nie tak wolną jak zakładałoby to słowo, ale chyba bardziej wolną niż ja - nastolatka na uwięzi szalejących emocji.  Łatwo było się z nią dogadać... jak mało o niej wiem. W pamięci pozostaną mi lekcje polskiego kiedy jak zawsze nerwowo podrygiwało nogą. Moja uwaga co do jej zachowania i jej uśmiech, że wie.
Przez palce uciekają mi moi przyjaciele. Znajomych ze studiów jest tez kilku i cieszę się ze ich mam. Każdy inny, unikatowy M.I.V.P.M.M.M.O...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz